Wojna światów

img_6882

Porównania są bardzo atrakcyjną formą podawania informacji, które pod inną postacią byłyby jedynie suchymi faktami. Najlepszym przykładem są testy porównawcze samochodów. Pojemność i foremność bagażnika kontra ilość czujników i kamer cofania. Inteligentny asystent jazdy prosto kontra wirtualny napęd na cztery koła. Emocje rosną! Dlatego zamiast opisywać rajdy z osobna, postanowiłem przygotować pierwszy na świecie test porównawczy rajdów. Porównywać będę trzy imprezy, które odbyły się w sierpniu. Dwa w ramach Mistrzostw Europy, jeden w randze Mistrzostw Świata. Dwa zza Żelaznej Kurtyny, jeden z owianego legendą Zachodu. Kryteria oceny będą całkowicie subiektywne, bo obiektywne są tylko liczby, które w zasadzie o niczym nie świadczą. Zaczynamy.

Pierwszym kryterium oceny jest… pogoda. To trochę jak ocena samochodu przez pryzmat koloru nadwozia.

Rajd Rzeszowski: aura w kratkę. Pierwszy dzień bardzo przyjemny, drugi chłodniejszy z przelotnymi opadami deszczu. Do tego roku impreza była dla mnie synonimem letniej pogody, dlatego trochę się zawiodłem. Zrekompensowały to zamaszyste boki na śliskich patelniach w Korczynie. Przyznaję 3 punkty, nie lało aż tak mocno.
Rajd Niemiec: pogoda nudna jak niemieckie kabarety. Przez trzy dni niebo miało kolor starej pościeli. Spróbujcie zrobić ładne zdjęcie czegokolwiek (tym bardziej rajdówki) na tle starej pościeli. Parę lat wcześniej było tak, jak w tym roku w Rzeszowie i miało to większy urok. 2 punkty.
Rajd Barum: ukradł pogodę Rajdowi Rzeszowskiemu. Aura doskonała pod wieloma względami. Na podstawie moich obserwacji można zacząć snuć teorie o globalnych spiskach klimatycznych. Z Trewiru pogoda przemieściła się do Rzeszowa, a z Rzeszowa do Żlina. 5 punktów.

IMG_6456

Kolejnym kryterium są miejscówki do oglądania. To porównywalne ze skreślaniem całej marki przez pryzmat jednego nieudanego modelu.

Rajd Rzeszowski: odcinki za horyzontem. Miejsca do oglądania były wyznaczane w takiej odległości od odcinków specjalnych, że czasami trudno było nawet je usłyszeć. Na szczęście zdarzali się marszałkowie (takie frywolne tłumaczenie z angielskiego, ale oddające dość dobrze charakter niektórych osób w tej funkcji), z którymi dało się pogadać i dogadać. Jeśli tendencja odsuwania ludzi od widowiska się utrzyma, to wkrótce ciekawiej będzie oglądać rajd śledząc załogi po śladzie GPS. Oby ktoś poszedł w ślady Brytyjczyków, którzy po latach wznoszenia na stadionach coraz wyższych krat pewnego dnia wpuścili widownię niemal na murawę. 2 punkty.
Rajd Niemiec: trasa na wyciągnięcie ręki. Specyfika odcinków specjalnych przebiegających w winnicach powoduje, że rajdówki można poczuć każdym zmysłem. Na dodatek na odcinkach było bardzo niewielu konserwatorów terenów sportowych (tym razem tłumaczenie z angielskiego na niemiecki i dalej na polski), którzy skupiali się przede wszystkim na strefach kibica. Te z kolei wyznaczane były przeważnie sensownie i zdecydowanie bliżej trasy niż w Rzeszowie. 5 punktów.
Rajd Barum: oglądanie w stylu wolnym. W całkiem ciekawie usytuowanych strefach kibica przebywały tłumy kibiców nawet pomiędzy pętlami, a to ze względu na stały dostęp do złotego trunku. Z kolei poza strefami można było stać niemal wszędzie, pod warunkiem nieobecności marszałków (języki słowiańskie są zgodne co do tłumaczenia) lub przebywania w grupie obdarzonej darem przekonywania, czyli innymi słowy odpowiednio licznej. Niech będą 4 punkty.

IMG_6388

Do miejscówek, jakie by nie były, trzeba jakoś dojechać, a zatem kolejnym kryterium są parkingi. Oceniamy rajd miarą siły wspomagania kierownicy.

Rajd Rzeszowski: jeśli miejsca postojowe były wyznaczone to nie dało się na nie wjechać czymkolwiek innym niż samochodem terenowym. Na szczęście przeważnie nie były wyznaczone i trzeba było sobie radzić w tradycyjny sposób. Na jeszcze większe szczęście na rajdzie nie było kibiców i stawało się tuż przed znakami zakazu, a czasami nawet za nimi. Przyznaję 4 punkty. Gdyby kibiców przyjechało więcej niż 9 przyznałbym 0 punktów.
Rajd Niemiec: parkingi były wszędzie, ogromne jak Rzesza w 1941 i bardzo blisko odcinków specjalnych. W tej kwestii panował niemiecki Ordnung i to dosłownie, bo co kilka metrów wisiały worki na śmieci. Na niektórych można było spać po uiszczeniu opłaty 1 €. Zasłużone 5 punktów.
Rajd Barum: parkingów nie było wcale. Sytuacja wyglądała bardzo podobnie do tej z Rzeszowa, z tą drobną różnicą, że w Żlinie kibiców było jednak więcej niż 9. Tym samym przyznaję 0 punktów.

img_6886

Skoro już jesteśmy przy odcinkach to przyjemnie byłoby przeżyć coś ekstra. Na początek przeżywamy przeważnie to co jedzie, czyli oceniamy kunszt uformowania blachy.

Rajd Rzeszowski: wraz z nadejściem Mistrzostw Europy powiało sprzętową nudą. W czasie łączenia rund Mistrzostw Polski z Mistrzostwami Słowacji było pod tym względem niemal wzorowo. Tym razem z całej stawki pamiętam Citroena DS3 R5 (bo głośny i niezgodny z homologacją), Toyotę Yaris (bo jak to) i Poloneza (bo jednak dojechał). Daję 2 na szynach.
Rajd Niemiec: czułem się jak podczas salonu w Genewie. Wszystkie rajdówki były przygotowane w najnowszych specyfikacjach. Próżno było nasłuchiwać silników atmosferycznych drących się wniebogłosy i rozpoznawać po ich dźwięku modelu samochodu. Wszystko robiło wrrr i dobitnie dawało do zrozumienia, że wkrótce nadejdzie czas na kolejny etap, czyli rajdówki robiące bzzz. 2 punkty tylko i wyłącznie za wurce, które mimo wszystko nie należą do codzienności.
Rajd Barum: u naszych południowych sąsiadów pod względem sprzętu jest jak na paradzie gejowskiej: kolorowo. Słusznie nasuwają się skojarzenia z niegdysiejszymi marszami brunatnych koszul na Zachodzie. Jak widać, tam do dzisiaj jeździ wszystko po jednej linii, a w Czechach lata niemal wszystko, co można było spotkać na odcinkach specjalnych przez ostatnie 40 lat. Nie mogę przyznać innej noty niż 5 punktów.

img_6898

Ponieważ blacha sama nie jedzie, przedostatnim kryterium oceny jest rywalizacja na odcinkach specjalnych. Innymi słowy oceniamy jakość wykończenia wnętrza.

Rajd Rzeszowski: pamiętam przede wszystkim rywalizację Łukasza Habaja z samym sobą. Już przed rajdem spodziewałem się, że niewiadomą będzie jedynie kolejność w jakiej KK i BB staną na najwyższych stopniach podium i czy GG wskoczy na ostatni jego schodek. Poza tym walka nie różniła się niczym od znanej z Mistrzostw Polski. 2 punkty.
Rajd Niemiec: można narzekać na kierunek rozwoju Mistrzostw Świata, ale trzeba przyznać, że kierowcy tam startujący to wciąż światowa czołówka. Co prawda zawiodłem się trochę na Latvali, ale za to pozytywnie zaskoczył mnie Neuville. Ogier jechał tak, jak się nazywa, a Sordo podporządkowywał się stereotypowemu określaniu go mianem torreadora – zresztą do spółki z Suarezem jadącym w bardzo mocnej stawce WRC2. Naprawdę było na co patrzeć. Dla cierpliwych, na samym końcu stawki, fantastyczne widowisko stworzyli zawodnicy z pucharu Opla Adama chodzący dosłownie na rzęsach. Szkoda, że w tym roku bez Tomaszczyka. Ponieważ w środku pola nie brakowało również maruderów, przyznaję 4 punkty.
Rajd Barum: trochę jak w Rzeszowie, stawce przewodzili lokalni kierowcy. Kajto nie odczarował czeskiego klasyka, a Lukyanuk jechał jak zwykle i skończył jak zwykle, za co go zresztą bardzo cenię. Stawka historyczna może nie walczyła o miejsca, ale za to zapewniała dobre widowisko wykorzystując gdzie tylko się dało tylny napęd. Dobrze zaprezentowały się znowu pucharowe Adamy, a w nich wspomniany już Tomaszczyk. Ocena dostateczna będzie chyba najodpowiedniejsza: 3 punkty.

IMG_6506

Na koniec atmosfera, czyli coś nieuchwytnego, z definicji nie dającego się ująć w żadne ramy. Idealne ostatnie kryterium oceny, czyli innymi słowy intensywność zapachu nowego samochodu.

Rajd Rzeszowski: najfajniejsze było to, że trudno było nie spotkać na tym rajdzie znajomych. Dojrzeć można ich było z daleka, a obecność sygnalizował zawczasu ich samochód zaparkowany samotnie przy odcinku. Gdyby nie to, przyznałbym 1 punkt. A tak, przyznaję 2.
Rajd Niemiec: międzynarodowa widownia zawsze zapewnia ciekawszy odbiór rajdu. W Niemczech najwięcej było Belgów… być może nawet więcej niż Niemców. Byli wszędzie. Przytłoczyli wszystkie pozostałe narodowości do tego stopnia, że trudno mi było uwierzyć w to, że wkrótce będą mniejszością we własnym kraju. Największe wrażenie zrobiła na mnie wielopokoleniowa grupa notująca skrupulatnie międzyczasy odczytywane ze stopera. Oczywiście również z Belgii. Dodatkowy punkt przyznaję za Panzerplatte z całą wojskową otoczką, dowożeniem autobusami do stref kibica i tysiącami widzów. To warto przeżyć. Przyznaję 4 punkty… po namyśle odjąłbym punkt za całkowity brak płci pięknej, ale może nie wypada? Niech zostanie 4.
Rajd Barum: atmosfera na czeskich rajdach jest klasą samą dla siebie. Wyświechtane sformułowanie „rajdowe święto” w Czechach nabiera blasku i staje się prawdą objawioną. Tam rajdy naprawdę są świętem. Leje się piwo sprzedawane w cenach niewiele wyższych od sklepowych, większość kibiców wie dlaczego i na jaki rajd przyjechała, a niemieckie braki płci pięknej są uzupełniane z wielką nawiązką. Przyznaję pełne, jędrne 5 punktów.

img_6839

Czas na podsumowanie, czyli jedyny w pełni obiektywny moment w teście. Po prostu podsumuję punkty i ogłoszę zwycięzcę. Uwaga:
Rajd Rzeszowski: 15 punktów
Rajd Niemiec: 22 punkty
Rajd Barum: 22 punkty

Masz Ci los: ex aequo. Czy w prasie motoryzacyjnej ktoś pozwoliłby sobie na takie faux pas? Liczyć punkty dopiero po ich bezrefleksyjnym przyznaniu? Cóż za krótkowzroczność! Może jednak powinienem był odjąć ten punkt? Okazuje się, że jak zwykle o wszystkim zadecydowały kobiety…

ps. Pisząc te słowa zaatakowała mnie reklama: Bagażnik w samochodzie x to 520 litrów regularnie ukształtowanej przestrzeni…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *