Powtórka z wakacji

Rok temu ponieśliśmy sromotną klęskę próbując połączyć nasz rodzinny wyjazd wakacyjny z Rajdem Polski, o czym zresztą pisaliśmy próbując przestrzec innych nam podobnych przed popadnięciem w zbędne kłopoty. Ponieważ nie mamy w zwyczaju dawać za wygraną, w tym roku podnieśliśmy sobie poprzeczkę planując podczas urlopu zaliczyć dwa rajdy: Kaszub i Polski. O dziwo plan udało się zrealizować, chociaż należało po raz kolejny zweryfikować nasze podejście do oglądarki. Z Mikołajek wyjeżdżaliśmy jednak z uśmiechami na wszystkich czterech twarzach. Nie mogliśmy się więc powstrzymać przed przygotowaniem garści porad, które być może nikomu się nie przydadzą… jak 99,9% treści w internecie.

W zeszłym roku naszą garść porad zaczęliśmy od rzeczy, których jadąc z małymi dziećmi na rajd robić zdecydowanie nie należy. Po ich przeczytaniu nieskromnie doszliśmy do wniosku, że w zasadzie znakomicie oddają one istotę rzeczy więc je po prostu przypomnimy w myśl zasady, że lepsze jest wrogiem dobrego.

nie-1. Gdy przyjdzie Wam już do głowy, drodzy rodzice, pomysł rodzinnego spędzenia kilku dni na rajdzie, nie nastawiajcie się na oglądanie co najmniej 4 odcinków specjalnych dziennie. Czasy gonienia za czołówką, noszenia szklanej armady w plecaku i walki o niezajmowanie miejsca z kierownicą na parę lat odeszły w niepamięć. Jeśli będziecie mieli szczęście, obejrzycie 1, być może nawet kilkakrotnie, jeśli etap jest podzielony na powtarzające się sekcje.

nie-2. Nie zabierajcie nikogo ze sobą, nie umawiajcie się o 7:30 na stacji benzynowej, nie szukajcie genialnych miejscówek 3 kilometry w lewo od tej leśnej ścieżki dochodzącej do odcinka. Wasz pasażer Was przeklnie, z bardzo dużym prawdopodobieństwem nie tylko w duchu, na stację spóźnicie się 45 minut, a na dodatek będziecie na niej zmieniać pieluchy, leśnej ścieżki nie będzie Wam się chciało szukać, nie mówiąc nawet o 3-kilometrowym spacerze.

nie-3. Nie nastawiajcie się na kibicowanie ze skraju trasy odcinka, ujęcia wszech czasów z zarośniętego krzakami rowu, a nawet na obejrzenie całej stawki zawodników. Przygotujcie się też na to, że jeśli ktoś wydzwoni, a odcinek zostanie odwołany to może okazać się, że dla Was jest już po rajdzie.

Po tegorocznych doświadczeniach możemy jedynie nieco rozwinąć punkt trzeci. Otóż zdecydowanie nie nastawiajcie się na obejrzenie całej stawki. Nie ma absolutnie najmniejszej możliwości na zaliczenie całego przejadu. Co więcej, nawet zakładanie minimalnej ilości załóg, które chcecie zobaczyć może okazać się równie płonne, co frustrujące. Dlatego cieszcie się z każdej mijającej was rajdówki, a „do Kubicy” doczekacie być może w przyszłym roku, co zresztą zależy w znacznej mierze od niego. Co do odwoływania odcinków, to w tym roku mieliśmy to „szczęście”, że wybraliśmy się na drugi przejazd odcinka Mazury. Nie dość, że został odwołany, to jeszcze spowodował zakorkowanie wszystkiego w promieniu 10 kilometrów. Krótko mówiąc nie wybierajcie się na odwoływane odcinki 😉

Z racji tego, że w tym roku nasza wiedza stała się bardziej praktyczna niż teoretyczna, a naszemu „balastowi” przybyło 12 miesięcy, nasze porady nieco się zmieniły. Postaramy się odnieść je do zeszłorocznych, więc otwórzcie sobie drugie okno przeglądarki jeśli chcecie je porównywać.

0. Wyposażenie
Podstawowe wyposażenie rajdowej rodziny obciążonej dziećmi w wieku 18 miesięcy oraz niecałe 3 lata powinno zawierać przede wszystkim wózek, do którego można załadować obydwie latorośle. Opcjonalnie możecie stosować nosidła turystyczne, jednak wózek jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem przede wszystkim dlatego, że schłodzi Wasze zapędy na zapuszczanie się w głąb odcinków specjalnych. Poza tym przyspiesza dojście do odcinka, służy za krzesło, a przy szczęściu porównywalnym ze zdobyciem sponsora na pełny sezon RSMP może służyć za miejsce do spania. Na szczęście wraz z wiekiem dziecięć upraszcza się ich rajdowe menu. Wystarczą paluszki, banany, daktyle, sucha bułka i paczka parówek. Ważne jest urozmaicenie, które pozwoli na zapełnienie co wybredniejszych dziobów. Oczywiście niezbędne jest posiadanie dużej ilości H20, szczególnie w warunkach zbliżonych do tegorocznego Rajdu Polski. Z tego samego względu przydadzą się obszerne nakrycia głowy. Możecie zabrać dziecięce Peltory, chociaż w zestawie z nimi weźcie także taśmę klejącą – inaczej szybko wylądują na ziemi. Reszta zostaje w samochodzie.

1. Planowanie podróży
Podróżowanie nocą jest niezmiennie dobrym pomysłem. Jest chłodniej, natężenie ruchu jest mniejsze, a dzieci są pogrążone we śnie – przynajmniej w teorii. W praktyce może się okazać, że połowę drogi będzie śpiewać „koła autobusu”, które po nastym odśpiewaniu ewoluują w przyśpiewki o bardziej rajdowym charakterze. Bez względu na to wyjazd zaplanujcie w taki sposób, żeby pierwszym celem podróży był już odcinek specjalny. Waszym małym Colinom i Inessom będzie i tak wszystko jedno. Będą tak zmaltretowani jazdą, że każda możliwość opuszczenia ich małego fotelika Recaro (te foteliki to żywy przykład na lojalność kibiców rajdowych) będzie dla nich tym, czym dla Was obietnica zajęcia miejsca w jego większym odpowiedniku. Dodatkowo, zdezorientowane wałkowanymi w nieskończoność „kołami autobusu” potraktują dźwięk rajdówek jako przyjemną odmianę.

2. Wybór miejscówek do oglądania
Warunkiem sine qua non jest możliwość dojechania maksymalnie blisko trasy odcinka specjalnego. Gdy już staniecie przy taśmie, miejscówki szukajcie w zasięgu wzroku i koniecznie po stronie, z której dojechaliście do odcinka. Pamiętacie Waszą niegdysiejszą reakcję na osoby biegające z wózkami między rajdówkami? Nie bądźcie jedną z nich i zapewnijcie sobie bezkolizyjną drogę ewakuacyjną do samochodu. Nie stawajcie też blisko trasy, nawet jeśli jest to możliwe i bezpieczne. Nie ma to większego sensu ze względu na wzmożony hałas oraz konieczność trzymania dzieci na smyczy, co skutkuje zdecydownie szybszym wyczerpaniem się ich zapasu tolerancji wobec oglądania rajdu. Dobre miejsce może zwiększyć ilość obejrzanych załóg nawet o 50%… przy założeniu, że średnia to 15. Niezłym pomysłem jest miejscówka w pobliżu miejscowości wyposażonej w plac zabaw. Przy odrobinie szczęścia uda Wam się na nim spędzić tyle czasu, że zobaczycie drugi przejazd odcinka. Koniecznie jedźcie też do parku serwisowego – co rusz przemyka tam rajdówka, w trakcie czynności serwisowych jest niezłe zamieszanie, a załogi i mechanicy uśmiechem witają małych kibiców (Karl Kruuda nawet odmachał w drodze na „service out”). To na pewno spowoduje, że rajdy okażą się być czymś więcej niż tylko hałasującymi i kurzącymi samochodami.

3. Wybór noclegu
Z racji tego, że dzieci rosną, reakcja alergiczna większości społeczeństwa na ich bliską obecność maleje. Dzięki temu możecie już nocować wraz z resztą Waszej rajdowej ekipy bez obaw o bycie skazanym na ostracyzm. Co więcej, możecie po cichu liczyć, że ciocie wraz z wujkami zdejmą z Was część obowiązków, np. odpowiadania na każde „coto” lub podążania za każdym „chociem”. Poza tym niektórzy członkowie ekipy mogą okazać się ciekawsi od nudnych rodziców. Takie osoby należy bezwzględnie wykorzystać dla własnego świętego spokoju! Bardzo istotnym argumentem „za” przy wyborze noclegu jest też spora, ogrodzona działka z placem zabaw i wyżywienie, z kolei unikać należy potencjalnych zagrożeń typu jezioro (zwłaszcza z pomostem), ruchliwa droga, beczki na kapustę itp.

4. Stołowanie się w restauracjach
Na dobrą sprawę ten punkt powinien znaleźć się w spisie rzeczy, których robić nie należy. Zasadniczo restauracje i inne tego typu przybytki omijajcie szerokim łukiem. Dzieci w wieku „poznaję świat” i „nie usiedzę w miejscu” przeistoczą w koszmar każdy posiłek, na który trzeba czekać dłużej niż 30 sekund, a jego spożycie trwa dłużej niż 2 minuty. Pod tym względem (i chyba tylko pod tym) w zeszłym roku było łatwiej.

Jak widzicie, w tym roku było zdecydowanie łatwiej. Zobaczyliśmy dwa odcinki Rajdu Kaszub (jeden od połowy stawki, drugi do jej połowy), trzy odcinki Rajdu Polski (przy czym jeden dzień odpuściliśmy ze względu na daleki dojazd, a odcinek Mazury nam odwołali) oraz park serwisowy. Na dodatek wieczorami byliśmy w stanie odpocząć w doborowym towarzystwie. Tym razem nie zastanawialiśmy się po jaką cholerę jechaliśmy na Mazury i prawdę mówiąc nie umiemy się doczekać trzeciego podejścia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *