Poradnik pełen optymizmu

Pamiętacie jeszcze poradniki dla rodziców lekkomyślnie wybierających się na rajd w towarzystwie swoich pociech znajdujących się na etapie rozwoju pisklęcia? Pierwszy powstał ponad 2 lata temu i delikatnie mówiąc nie napawał optymizmem. Napisałem go i nigdy nie przeczytałem, żeby przypadkiem nie utrwalić sobie złych wspomnień. Drugi, napisany w zeszłym roku, niósł już ze sobą nadzieję na lata kolejne. O nadziei powstało kilka przysłów i powiedzeń, których przytaczanie sobie daruję, tym bardziej, że kończący tradycyjnie nasz urlop Rajd Polski je zweryfikował. Czas zatem na kolejną odsłonę poradnika. Tym cenniejszą, że poza Rajdem Polski udało nam się zaliczyć dość spontanicznie wraz z dwojgiem znajomych Rajd Niemiec. Jednym samochodem. Przed wyjazdem byłem skłonny podejrzewać ich o bycie niespełna rozumu. Nie bez powodu.

Obydwa poprzednie poradniki zaczynałem od wymienienia kilku antyzasad, czyli rzeczy, których rodzice wybierający się na rajd z małymi dziećmi absolutnie robić nie powinni. Przypomnę je tylko dlatego, że sam o nich w międzyczasie zapomniałem, a poza tym wszystkie proszą się o aktualizację jak siódemka do dziesiątki.

nie-1. Gdy przyjdzie Wam już do głowy, drodzy rodzice, pomysł rodzinnego spędzenia kilku dni na rajdzie, nie nastawiajcie się na oglądanie co najmniej 4 odcinków specjalnych dziennie. Czasy gonienia za czołówką, noszenia szklanej armady w plecaku i walki o niezajmowanie miejsca z kierownicą na parę lat odeszły w niepamięć. Jeśli będziecie mieli szczęście, obejrzycie 1, być może nawet kilkakrotnie, jeśli etap jest podzielony na powtarzające się sekcje.

Kluczowa w tej antyzasadzie jest smutna, jeśli nie beznadziejna, prognoza wydana oględnie na parę lat. Wbrew potocznemu mniemaniu, para lat powinna liczyć ich nie mniej i nie więcej niż dwa. Dwa brzmi dużo lepiej niż parę i o dziwo pokrywa się to całkowicie z rzeczywistością. Po dwóch latach można już pokusić się o celowe i bazujące na harmonogramie przemieszczanie się pomiędzy odcinkami specjalnymi, a nawet o delektowanie się na nich trunkami w półlitrowych butelkach. Nawet jeśli na ich etykietach występuje dużo koloru jasnoniebieskiego, który jest charakterystycznym detalem ostrzegającym przed sięganiem po nie w sklepie (alkoholfrei), to jest to całkowicie nieistotne. Chodzi o sam fakt pojawienia się takiej możliwości i o to, że ta antyzasada jest już nieaktualna! Na Polskim zaliczaliśmy po 2 odcinki dziennie, a drugi dzień Rajdu Niemiec rozpoczęliśmy o 8:00 na OS6 i skończyliśmy o 20:15 na OS14. Po drodze były jeszcze numerki 8, 9, 10 i 11. Poza fantastycznie ułożonym harmonogramem świadczy to o swobodzie przemieszczania się, jaką odzyskaliśmy po niemal 3 latach.

IMG_6603

nie-2. Nie zabierajcie nikogo ze sobą, nie umawiajcie się o 7:30 na stacji benzynowej, nie szukajcie genialnych miejscówek 3 kilometry w lewo od tej leśnej ścieżki dochodzącej do odcinka. Wasz pasażer Was przeklnie, z bardzo dużym prawdopodobieństwem nie tylko w duchu, na stację spóźnicie się 45 minut, a na dodatek będziecie na niej zmieniać pieluchy, leśnej ścieżki nie będzie Wam się chciało szukać, nie mówiąc nawet o 3-kilometrowym spacerze.

To niesamowite, ale w tym przypadku również udało nam się zaprzeczyć zasadności wszystkich powyższych przestróg. Umawialiśmy się rano, dreptaliśmy parę kilometrów do odcinka specjalnego (w Polsce) lub po odcinkach specjalnych (w Niemczech) i nareszcie nie musieliśmy zmieniać tych przeklętych pieluch. Aktualnie modne stało się podlewanie biednych roślinek łaknących produktów przemiany materii bezużytecznych dla ustroju małego człowieka. Jakież to szlachetne, a z racji młodego wieku również całkowicie akceptowalne społecznie!

nie-3. Nie nastawiajcie się na kibicowanie ze skraju trasy odcinka, ujęcia wszech czasów z zarośniętego krzakami rowu, a nawet na obejrzenie całej stawki zawodników. Przygotujcie się też na to, że jeśli ktoś wydzwoni, a odcinek zostanie odwołany to może okazać się, że dla Was jest już po rajdzie.

Jedyna antyzasada, która nie straciła w całości swojej mocy. Na kibicowanie za hopą w lesie przyjdzie jeszcze czas, oczywiście o ile wcześniej nie zostanie całkowicie zabroniony wstęp na odcinki specjalne. Póki co muszą wystarczyć ciekawe punkty widokowe, najlepiej zlokalizowane blisko trasy odcinka specjalnego. Na Mazurach udało nam się znaleźć jeden taki punkt. W Dolinie Mozeli znacznie więcej, głównie ze względu na charakterystykę odcinków specjalnych biegnących przez winnice. Za ciekawymi ujęciami można się już zacząć rozglądać, chociaż cały czas należy przebywać w zasięgu płaczu, który jest jeszcze sporadycznym towarzyszem naszych wycieczek. Odwołany odcinek oznacza z kolei tylko tyle, że czym prędzej trzeba się przenieść w inne miejsce na mapie. Spotkało nas to niestety w Niemczech przy drugim przejeździe odcinka Dronthal, na wyjątkowo ciekawie zapowiadającej się hopie.

IMG_6640

Skoro rozprawiliśmy się tak sprawnie z antyzasadami to pewnie wydaje się Wam, że w zasadzie to z dziećmi w wieku 2,6 i 3,8 można jechać na każdy rajd to… w pewnym sensie jest to prawda. W razie wyjazdów zagranicznych na pewno trzeba pamiętać o wyrobieniu dowodów osobistych dla dzieci. Dzięki temu można je potem całkowicie bezkarnie wysyłać po papierosy i weissbier. Inne ograniczenia oczywiście również istnieją, ale dotyczą przede wszystkim wieczornych rozrywek tak pięknie wieńczących trud całodziennego kibicowania. Szanse, że latorośle udadzą się na spoczynek tuż po powrocie z odcinków specjalnych są nikłe, dlatego warto zaopatrzyć się w aparaturę audiowizualną z kilkoma seriami ulubionych świnek, pracowników budowlanych i lokomotyw. To co prawda nie rozwiązuje problemu, ale czyni go nieco mniej skomplikowanym. Zabawek nie ma sensu brać. Wieczorem emocje są zbyt wielkie, a w warunkach rajdowych zabawek na odcinku specjalnym jest mnóstwo: siano, kwiatek, kamyk, siatka zabezpieczająca trasę, parasol przygodnego kibica… możliwości jest nieskończenie wiele. Zastanawialiśmy się również nad kwestią wyżywienia, ale na czas rajdu postawiliśmy na całkowity liberalizm, by nie rzec anarchię. Pochłaniane były kilogramy ciasteczek, paluszków i kinderków, przegryzane przydrożnymi jeżynami, poziomkami i oczywiście winogronami. Na obiad parówka z chrzanem, na którego etykiecie było napisane scharf. I sok. I cola. I o dziwo wszyscy przeżyli.

IMG_6338

Przez dłuższą chwilę rozważaliśmy opcję biwakowania przy niemieckich odcinkach. O ile jest to banalnie proste (specjalne parkingi tuż przy trasie kosztują całe 1€, a bardziej cywilizowanych pól kempingowych jest w bród) to z dziećmi wydawało nam się jednak nieco zbyt ryzykowne, przede wszystkim w razie kiepskiej pogody. Może trzeba było się rzucić na głęboką wodę (sic!), ale z perspektywy czasu i deszczowych nocy wydaje mi się, że była do słuszna decyzja. Nie znaczy to, że rezygnujemy z opcji biwakowej. Po prostu ją odsuwamy w czasie, np. do przyszłorocznego Rajdu Finlandii. Wtedy powstanie kolejny odcinek naszego poradnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *