Katalońska jesień

Wyprawa do Katalonii (inaczej nie da się tego nazwać jeśli korzysta się z samochodu) w pierwszych dniach października, czyli okresie gdy polska jesień zapomina o swoim złotym przymiotniku i odziera skutecznie drzewa z liści, a ludzi ze złudzeń, jest najlepszym pomysłem na jaki możecie wpaść kilka miesięcy wcześniej, np. machając podczas Rajdu Rzeszowskiego. Co prawda po drodze do Salou, np. w takim Sankt Moritz temperatura oscyluje w okolicy zera, a we Francji od Orange (tuż po kilkudziesięciokilometrowym odcinku specjalnym, genialna droga od Gap) aż do granicy leje, ale 5 minut po przyjeździe na Costa Daurada opalacie się na plaży. I tak przez kolejnych 8 dni. Co najmniej. Trzydniowy wyjazd na sam rajd nie ma sensu, oczywiście o ile nie jesteście kierowcami, pilotami, mechanikami, mediami itp. Wtedy rajd to praca, czyli byle krócej poza domem i szybciej z powrotem. Ciekawe co się robi w ramach odpoczynku będąc kierowcą rajdowym? Idzie do biura?

Zakładając jednak, że nie jesteście etatowymi rajdowcami pod dowolną postacią, katalońskie wybrzeże w październiku to sama przyjemność. Plaże o bardzo umiarkowanej frekwencji plażowiczów, brak kolejek do czegokolwiek (w tym do słusznych rozmiarów parku rozrywki), niskie ceny za noclegi i możliwość zaparkowania w niemal dowolnym miejscu. Sądząc po zegarach oczekiwania na atrakcje we wspomnianym parku wyskalowanych w godzinach w sezonie wygląda to zgoła inaczej. Gdy znudzi Wam się gnicie na plaży przeplatane z opłukiwaniem się słoną wodą, kilkadziesiąt kilometrów na północ jest Barcelona, a kilka kilometrów na zachód pocztówkowe miejscowości w zestawie z knajpami, w których za 15 ojro dostajecie wszystko, łącznie z winem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *